Brak energii i mgła mózgowa w okresie menopauzy?
Ten jeden szczegół jest przed nami ukrywany…
Bardzo osobista historia menopauzy – ze wszystkimi jej wzlotami i upadkami. W tym artykule nasza redaktorka Marla (54) szczerze i otwarcie opowiada o wyzwaniach, z jakimi musiała się zmierzyć w tym nowym etapie życia, i o tym jak w ciągu 30 dni odzyskała energię, skupienie i spokój. Bez tabletek. Bez wyrzeczeń.
Napisała: Marta Kowalczyk,
redaktorka działu zdrowia i dobrostanu
Zaktualizowano: 15 lutego 2026
Ciężkie powieki zaraz po przebudzeniu. Mózg jak owiany watą szczególnie między 14:00 a 16:00. Żołądek, który protestuje po każdej kawie. Czy to brzmi znajomo? Prawie połowa kobiet w okresie menopauzy doświadcza dokładnie tego samego.
Tak nasilone objawy świadczą o znaczącym wpływie zmian hormonalnych. Nasza redaktorka, Marta, doświadczyła tego samego aż w końcu odkryła brakujący element układanki, który pomógł jej poradzić sobie z brakiem energii w okresie menopauzy.
Menopauza – czy będę cierpieć na brak energii do końca życia?
Witajcie drogie czytelniczki, mam na imię Marla, mam 54 lata i obecnie czuje się świetnie w okresie menopauzy. Jednak droga do tego momentu była długa.
W wieku 40 lat zauważyłam, że moja poranna kawa przestaje działać tak jak dawniej. Pełna zaangażowania w pracę, początkowo zrzucałam wszystko na karb stresu. Ale potem pojawiło się ciągłe zmęczenie. Nogi ciężkie jak ołów już przy wstawaniu, głowa ociężała, a przez cały dzień uczucie, jakbym chodziła owiązana watą. Nawet proste czynności stawały się wyzwaniem.
Z dnia na dzień poczułam się tak, jak nigdy nie chciałam: stara i wypalona.
Kiedy zmęczenie nie mijało po kilku tygodniach, zaczął ogarniać mnie strach: czy moje pełne energii, aktywne życie już na zawsze minęło? Zawsze dużo pracowałam, byłam aktywna. Teraz brakowało mi sił na najprostsze rzeczy. To mnie frustrowało i rozdrażniało.
Przy kolejnej wizycie kontrolnej moja dietetyczka wyjaśniła mi, że wiele kobiet po czterdziestce doświadcza podobnych problemów z energią, a kortyzol i codzienna kawa mogą mieć z tym wiele wspólnego. Zaleciła mi więcej ruchu i ograniczenie kofeiny.
Oczywiście próbowałam. Testowałam różne herbatki, suplementy z witaminami, tabletki. Tak często siedziałam w aptece po porady, że farmaceuta w końcu bezradnie wzruszał ramionami, bo sam nie wiedział już co mi polecić.
Przed snem robiłam łagodne ćwiczenia oddechowe, ale nawet te prostsze sprawiały mi trudność. Nic nie pomagało! Z dnia na dzień stałam się inną osobą. Zmęczenie narastało wieczorami i w nocy, właśnie wtedy gdy ciało próbowało odpocząć. Wkrótce stało się normą to, że budziłam się w środku nocy, bo nie mogłam dobrze spać. Moje problemy z energią narastały.
Do tego dochodziły nocne budzenia i wieczny niepokój o regenerującym śnie można było tylko pomarzyć. W ciągu dnia byłam już tylko cieniem siebie. Chodziłam jak zombie, byłam coraz bardziej rozkojarzna, rozdrażniona, sfrustrowana. Przez ograniczoną aktywność przybyło mi też kilka kilogramów. Czułam się coraz gorzej we własnej skórze.
Ze wszystkich stron słyszałam: "może wiek, może stres, może dieta" ale czy naprawdę nie było żadnej naturalnej możliwości, żeby odzyskać energię? Musiało istnieć jakieś rozwiązanie!
To rozwiązanie znalazłam. Właśnie dlatego chcę podzielić się z tobą swoją historią. W tym artykule dowiesz się:
- Co tak naprawdę dzieje się w twoim ciele, gdy pijesz kawę każdego ranka.
- Kiedy powinnaś być ostrożna z suplementami .
- Dlaczego popularne pojedyncze składniki często nie wystarczają.
- Najczęstszy błąd, który popełniają kobiety po 35-tce.
To sama znajdę rozwiązanie!
Skoro moja lekarka nie miała dla mnie pomocnej rady, zaczęłam szukać informacji sama w internecie. Przeszukiwałam różne fora i rozmawiałam z kobietami w podobnej sytuacji. Wielokrotnie polecano mi jeden poradnik, więc go kupiłam: „Kortyzol. Jak oswoić hormon, który rządzi twoim życiem” dr Katarzyny Skórzewskiej.
I nagle wszystko zaczęło układać się w całość.
Autorka trafnie zauważa:
"Utrzymujące się przez dłuższy czas wyższe stężenie tego hormonu (kortyzolu przyp. redaktor) może powodować zaburzenia rytmu snu, upośledzać pamięć, koncentrację, funkcje poznawcze, osłabiać układ odpornościowy i przyczyniać się do różnych problemów zdrowotnych"
Właśnie tak się czułam. Niby funkcjonowałam. Niby spałam. Niby piłam kawę jak zawsze.
A jednak coraz częściej budziłam się bez energii.
Coraz trudniej było mi się skupić.
Po południu dopadała mnie senność, a wieczorem miałam wrażenie, że mój organizm nadal nie potrafi się wyciszyć.
Zaczęłam rozumieć, że tu nie chodzi tylko o to, że mam za mało energii. Chodzi o równowagę między napięciem, pobudzeniem i regeneracją.
Co się dzieje, gdy organizm jest zbyt długo „na wysokich obrotach”?
Przez lata myślałam, że poranna kawa to po prostu mój ratunek. Wystarczy mocniejsza kawa. Jeszcze jedna filiżanka. Może jakiś suplement na energię.
I znów będę działać jak dawniej.
Tylko że z czasem zaczęłam zauważać coś dziwnego.
Kawa chwilowo mnie stawiała na nogi, ale później coraz częściej pojawiał się spadek. Po nim kolejna potrzeba pobudzenia. A potem znowu zmęczenie. I tak w kółko.
Dopiero kiedy zaczęłam czytać więcej o stresie, regeneracji i kortyzolu, zrozumiałam, że taki schemat ma sens.
Organizm, który przez dłuższy czas działa pod presją, może gorzej radzić sobie z codziennym pobudzeniem. W efekcie zamiast stabilnej energii pojawia się huśtawka: chwilowe pobudzenie, potem spadek, rozdrażnienie, rozkojarzenie i poczucie, że ciało nigdy naprawdę nie odpoczywa.
To odkrycie całkowicie zmieniło moje myślenie
Może więc wystarczy po prostu rzucić kawę?
Pomysł wydawał się logiczny. Skoro problem leżał nie w samej kofeinie, ale w tym, jak moje ciało na nią reaguje może rozwiązanie jest prostsze niż myślałam.
Kupiłam zieloną herbatę, znalazłam ładny kubek i postanowiłam zacząć od nowa.
Pierwsze dni były do przeżycia. Czwarty dzień już mniej.
Rozłupujący ból głowy, ospałość, poczucie, że ktoś wyjął mi z dnia coś ważnego.
Nie chodziło tylko o kofeinę.
Chodziło o ten moment rano ciepły kubek, zapach, chwila tylko dla siebie zanim wszystko się zacznie. Zielona herbata tego nie zastąpiła. Była... nijaka. Jak poranek bez sensu.
Wytrzymałam trzy tygodnie. Mgła mózgowa wcale nie zniknęła może była trochę inna, ale wciąż tam była.
Energia zamiast być stabilna, po prostu jej nie było. Zero przypływów, ale i zero momentów, kiedy czułam, że coś działa.
Płaska linia zamiast huśtawki co brzmi jak poprawa, ale w praktyce oznacza, że wlokłam się przez dzień bez żadnego wsparcia.
I wróciłam do kawy.
Nie dlatego, że byłam słaba.
Dlatego, że rzucenie kawy nie rozwiązało problemu ono tylko zabrało mi jedyną rzecz, która choć przez chwilę robiła mi dobrze. Problem nie był w rytuale.
Problem był w tym, czego ten rytuał mi nie dawał a czego potrzebowałam.
Jest światło w tunelu
W tamtym czasie, na urodzinach sąsiadki, zaczęłam rozmowę z jej kuzynką Elżbietą.
Nie była lekarzem ani dietetykiem po prostu kimś, kto przez lata próbował rzucić kawę… i za każdym razem wracał do punktu wyjścia.
Opowiedziała mi, że w końcu znalazła rozwiązanie. Coś, co nie tylko pozwoliło jej odstawić klasyczną kawę bez bólu głowy i spadków energii… ale sprawiło też, że zaczęła funkcjonować lepiej niż kiedykolwiek wcześniej.
Bez nerwowości. Bez „zjazdu” o 14:00. Bez tej dziwnej mgły w głowie.
Co więcej miała więcej energii niż wtedy, gdy piła 3–4 kawy dziennie. I pierwszy raz od lat nie potrzebowała kolejnej filiżanki, żeby „dojechać do końca dnia”.
Ale zanim do tego doszło, przeszła dokładnie to samo co ja.
Próbowała wszystkiego – ograniczania kofeiny, przechodzenia na kawę bezkofeinową, yerba mate, matchę, suplementy na energię… nawet całkowitego odstawienia „na raz”.
I zawsze kończyło się tak samo.
Zmęczenie. Rozdrażnienie. Brak koncentracji.
I powrót do kawy.
Jedyne, co naprawdę zadziałało?
Nie – to nie była kolejna herbatka
To było zupełnie inne podejście. Bez walki z kofeiną. Bez zmuszania się.Ale z efektem.
Przecież ja dokładnie tego szukałam...
Problem nie jest w kawie. Problem jest w tym, co próbujesz nią zastąpić
Elżbieta wytłumaczyła mi coś, czego wcześniej nikt mi nie powiedział:
Jeśli codziennie sięgasz po kawę, to nie dlatego, że ją kochasz.
Tylko dlatego, że Twój organizm czegoś potrzebuje.
Energii. Skupienia. Stabilności.
Problem w tym, że kawa daje to wszystko… tylko na chwilę.
A potem zabiera jeszcze więcej.
Dlatego zastępowanie jej czymś jednym np. matchą albo suplementem rzadko działa.
Bo Twój organizm nie potrzebuje jednej rzeczy.
Potrzebuje systemu.
…i właśnie wtedy zaczęła wymieniać składniki, które kompletnie zmieniły moje myślenie o „energii”.
Lion’s Mane (Soplówka jeżowata)
Zamiast chwilowego pobudzenia – realne wsparcie dla mózgu.
Lion’s Mane wspiera neuroplastyczność i koncentrację, dzięki czemu nie potrzebujesz „kopa”, żeby się skupić. Po prostu… zaczynasz działać.
Ashwagandha
To coś, czego kawa nigdy Ci nie da.
Obniża poziom stresu i kortyzolu, dzięki czemu energia nie jest „nerwowa”, tylko stabilna. Bez napięcia. Bez rozdrażnienia.
Kordyceps
Naturalne wsparcie produkcji energii na poziomie komórkowym.
Nie pobudza – tylko sprawia, że masz więcej energii „z siebie”.
L-teanina
Sekret skupienia bez chaosu.
Wygładza działanie kofeiny i sprawia, że zamiast pobudzenia masz klarowność myślenia.
Ale najważniejsze było to:
Żaden z tych składników nie działa tak dobrze osobno, jak w odpowiedniej kombinacji.
To właśnie robi różnicę.
Sekret tkwił w czymś więcej niż „zamienniku kawy”
…bo to nigdy nie chodziło o znalezienie alternatywy.
Chodziło o stworzenie nowego systemu. Takiego, który daje energię bez skoków, wspiera koncentrację bez napięcia i nie rozkłada układu nerwowego.
Elżbieta doszła do tego sama ale zajęło jej to lata.
Bo znalezienie odpowiednich składników to jedno.
A ich połączenie w sposób, który faktycznie działa to zupełnie inna historia.
Odkrycie, które zmieniło wszystko
W końcu Elżbieta trafiła na coś, co łączyło to wszystko w jednym.
Nie kolejny suplement. Nie „kolejny napój energetyczny”. Tylko przemyślaną formułę, która działa jak kompletny system.
Tak poznała Nootri.
Funkcjonalną kawę, która nie próbuje zastąpić efektu kofeiny. Tylko eliminuje powód, dla którego jej potrzebujesz.
Nootri łączy w jednym porannym rytuale:
Ekstrakt z kawy – dla delikatnej, stabilnej energii (45 mg kofeiny – połowa tego, co w zwykłym espresso)
Adaptogeny – ashwagandhę, kordyceps, chagę – naturalna ochrona przed stresem i stanem zapalnym
Lion’s Mane – 500 mg na wsparcie mózgu i koncentracji
L-teaninę – dla skupienia bez chaosu
MCT – szybkie, czyste paliwo dla organizmu
Inulinę z cykorii – prebiotyk, który dba o jelita i trawienie
To nie jest zamiennik kawy z jednym składnikiem.
To 7 substancji aktywnych w jednej filiżance, którą pijesz rano zamiast zwykłej kawy.
Efekt?
Energia, która nie znika po dwóch godzinach.
Skupienie bez napięcia.
I coś, czego wcześniej nie znałam: spokój przy wysokiej wydajności.
Elżbieta powiedziała mi wtedy coś, co zapamiętałam do dziś:
„Najtrudniejsze w rzuceniu kawy nie jest odstawienie kofeiny. Tylko znalezienie czegoś, co działa lepiej.”
Moje pierwsze 30 dni z Nootri
Zamówiłam Nootri tego samego wieczoru. Paczka przyszła po dwóch dniach.
Otworzyłam torebkę zapach kojarzył się z kawą, tyle że delikatniejszy, z lekko orzechowym podtekstem. Wsypałam jedną porcję do kubka, zalałam gorącą wodą.
Pierwszy łyk? Zaskoczenie. Smakowało jak kawa. Naprawdę jak delikatna kawa – nie jak „zdrowy napój, do którego trzeba się przekonywać”.
Przez pierwszy tydzień nie czułam żadnej rewolucji. I tego się spodziewałam – nie szukałam magicznej pigułki.
Ale gdzieś koło 8-9 dnia zaczęłam zauważać coś subtelnego.
Nie było tego typowego „zjazdu” po południu. Nie szukałam drugiej kawy o 14:00. Nie wpadałam w senność nad dokumentami.
Po dwóch tygodniach? Zauważyłam, że rano wstaję bez walki z budzikiem. Że nie potrzebuję dwudziestu minut, żeby się „rozkręcić”. Mogę usiąść do pracy i po prostu działać.
Moja dietetyczka, która wiedziała o moich problemach, zapytała na kolejnej wizycie co się zmieniło. Powiedziałam jej o Nootri.
Kiwnęła głową i powiedziała:
„Ashwagandha z L-teaniną przy niskiej dawce kofeiny? To ma sens. Pracujesz z kortyzolem, nie przeciwko niemu.”
Po miesiącu byłam inną osobą.
Nie w sensie cudownej metamorfozy z okładki.
W sensie: wróciłam do siebie. Do tej wersji Marty, która ma energię na spotkania ze znajomymi po pracy.
Która w weekend idzie na spacer, bo ma na to ochotę a nie leży na kanapie, bo nie ma siły wstać.
Mój mąż pierwszy zauważył zmianę.
Powiedział: „Wróciłaś.”
I to jedno słowo znaczyło więcej niż tysiąc recenzji.
Serdeczna rekomendacja od kobiety do kobiety
Dziś jestem wdzięczna, że znalazłam swoje rozwiązanie. Takie, które nie wymaga wyrzeczeń, nie zmusza do porzucenia porannego rytuału i nie każe czekać tygodniami na jakikolwiek efekt.
Czy zadziała dla każdej kobiety identycznie?
Nie wiem.
Hormony to złożona sprawa, a każdy organizm jest inny.
Ale wiem jedno: gdyby ktoś powiedział mi rok temu, że istnieje poranna kawa, która daje mi energię BEZ rozdrażnienia, skupienie BEZ chaosu i spokój BEZ ospałości uznałabym to za zbyt piękne, żeby było prawdziwe.
A jednak tu jestem.
Wypoczęta. Spokojna. Pełna energii. Z kubkiem Nootri w dłoni zamiast trzeciego espresso do obiadu.
Co powiem kobiecie, która waha się tak jak ja wtedy?
Spróbuj. To wszystko.
Nootri daje 30-dniową gwarancję zwrotu pieniędzy. Jeśli nie poczujesz różnicy dostajesz zwrot. Bez pytań, bez dyskusji.
Niezależnie od tego, jaką drogę wybierzesz życzę Ci z całego serca energii, spokoju i poranków, na które czekasz z uśmiechem.
Twoja Marta
O redaktorce:
Marta Kowalczyk ma 54 lata, jest redaktorką działu zdrowia i dobrostanu. Ze względu na własne doświadczenia z menopauzą postanowiła podzielić się historią, która – jak wierzy – może pomóc innym kobietom znaleźć rozwiązanie szybciej, niż ona je znalazła. Marta podkreśla: żadna kobieta nie powinna po prostu „przeczekiwać” menopauzy. Pomoc jest bliżej, niż myślisz.
Często zadawane pytania
Tak to prawdziwy ekstrakt z kawy, z lekkim, orzechowym posmakiem. Żadnego „grzybowego” smaku, którego można się obawiać. Nie ma w niej charakterystycznego kwasowatego posmaku.
Dla kobiet (i mężczyzn), które chcą energii bez huśtawki, skupienia bez nerwowości i dobrego samopoczucia bez garści suplementów.
Większość osób zauważa różnicę w ciągu 7–14 dni. Pełny efekt adaptogenów buduje się przez 30-60 dni regularnego stosowania.
Tak – wiele osób zaczyna od zastąpienia jednej filiżanki dziennie i stopniowo przechodzi całkowicie na Nootri.
30-dniowa gwarancja zwrotu pieniędzy. Bez pytań, bez dyskusji.
Nootri jest produkowane w Polsce, przebadane laboratoryjnie, wegańskie, keto-friendly i niskokaloryczne. Ponad 100 000 klientów zaufało tej marce.